Choroba alkoholowa w rodzinie

Patrząc na sytuację rodziny, gdzie jeden z jej członków nadużywa alkoholu, przychodzą nam na myśl cierpienie, upokorzenie, wrogość, lęk... i inne negatywne stany doświadczane permanentnie przez rodzinę osoby uzależnionej wspólnie z nią mieszkającą. Każdy z jej członków jest w grupie ryzyka zachorowania na depresję czy inne zaburzenia afektywne.

Jednym z czynników wpływających na pojawienie się depresji jest siła i czas oddziaływania bodźca stresującego. Zgodnie z koncepcją Sely’ego wyróżnia się trzy stadia reagowania na utrzymujący się stresujący bodziec. Początkowo, gdy stykamy się z bodźcem postrzeganym jako zagrażający, nasz organizm doświadcza stadium alarmu, kiedy to mobilizuje siły do zwalczenia czynnika stresującego. Wówczas gdy stresor nieustannie nam towarzyszy organizm wkracza w fazę odporności. Zasoby energetyczne stopniowo są przekazywane z podstawowych funkcji na odparcie zagrożenia. Jeśli stan napięcia się utrzymuje, siła bodźca nie maleje a nawet nasila się, nasz organizm powoli wkracza w stadium wyczerpania. Częstą konsekwencją są choroby psychosomatyczne takie jak nerwica, choroba wieńcowa, czy inne -pochodne stresu. Konsekwencją długo utrzymującego się stresu są również zaburzenia afektywne.

Na pojawienie się zaburzeń afektywnych ma wpływ siła stresującego bodźca, jak i czas jego oddziaływania, zatem z pewnością sytuację, kiedy jeden z domowników nadużywa alkoholu, możemy do tej grupy zaliczyć.
Wyobraźmy sobie schemat stereotypowej rodziny z problemem alkoholowym. Najczęściej tym, który nadużywa alkoholu, jest mężczyzna (co nie znaczy, ze kobiety nie mają skłonności do nadużywania alkoholu - jednakże znacznie częściej obserwujemy obrazek rodziny z problemem alkoholowym gdzie mężczyzna pije, a żona sprawuje opiekę nad dziećmi, niejednokrotnie oboje nadużywają alkoholu). Maż alkoholik, pił już w okresie narzeczeństwa, ale potrafił się opanować. Problem narósł, gdy żona zaszła w ciąże. Z jednej strony ogromna radość - przecież starali się o dziecko i się udało, z drugiej wielka obawa - czy sprosta wymaganiom, czy utrzyma rodzinę, czy zdoła być odpowiedzialnym jeszcze za kogoś... Pojawiają się ambiwalentne uczucia. Nieraz odczuwa strach - by go zagłuszyć, częściej zagląda do kieliszka. Alkohol wpływa na organizm odprężająco – pije, bo to pomaga czuć się rozluźnionym, ale i zapomnieć, uciec. Po narodzinach potomka, żona zamyka się na dziecko i jego potrzeby. Mąż bywa zazdrosny o uwagę, jaką żona poświęca dziecku, gdyż ma poczucie, że na ten moment odszedł na dalszy plan. To tym bardziej sprzyja częstszemu sięganiu po alkohol, a wraz z nim rozwojowi systemu irracjonalnych tłumaczeń, że jest w stanie kontrolować własne picie i tak naprawdę jak tylko będzie chciał, to potrafi skończyć.

Zapijając smutki, pijąc w stanie ogólnego napięcia, przyspieszamy proces uzależniania się. Jeśli odczuwam stres mój organizm jest spięty. Uczucie napięcia jest stanem nieprzyjemnym. Pijąc alkohol przyczyniam się do wprawienia się w stan rozluźnienia, a w stanie rozluźnienia nie odczuwam stresu. Tak dochodzi do prostego przykładu warunkowania. Kojarzę alkohol z rozluźnieniem, więc kiedy jestem spięta częściej po niego sięgam. Taka sytuacja sprzyja uzależnieniu.
Konsekwencje picia jednego z domowników odczuwa cała rodzina. Zarówno żona, czy mąż (jeśli osobą nadużywającą alkoholu jest żona), jak i dorastające dzieci. Towarzyszy im życie w ciągłym napięciu, lęku co zastaną jak wrócą do domu. Zauważalnym jest u domowników podwyższony poziom lęku gdy słyszą odgłos otwieranych drzwi, dźwięk tłuczonych naczyń, czyjegoś podniesionego głosu. Zauważalnym jest kulenie się jako reakcja na krzyk, odruch odsuwania się w momencie gdy ktoś podniesie dłoń. Alkohol wpływa na obniżenie naszych wewnętrznych hamulców. Szybciej wpadamy w gniew, łatwiej nas wytrącić z równowagi. Dlatego często osoby pozornie spokojne pod wpływem alkoholu stają się agresywne dla otoczenia, stają się sprawcą przemocy domowej. Jeśli ojciec i mąż jest osobą uzależnioną od alkoholu, domownicy kojarzą jego późne powroty do domu z awanturami, biciem. Po kilku podobnych zdarzeniach na sam odgłos otwieranych drzwi reagują napięciem, lękiem.

Warto w tym miejscu przedstawić zjawisko przemocy domowej i stały schemat, który obserwuje się w rodzinach dotkniętych tym problemem. Czemu ofiara często wycofuje się z podjętych działań związanych z uniezależnieniem się od sprawcy, czy działań, w wyniku których sprawca ma zostać ukarany? W środowisku, gdzie jest przemoc, obserwujemy postępujące po sobie etapy przybierające kształt zamkniętego koła. Najpierw napięcie narasta, co jest wyczuwalne dla wszystkich domowników. Ta faza niejednokrotnie trwa jakiś czas, tak, że nawet ofiara (często nie do końca świadomie) swym zachowaniem prowokuje sprawcę do wybuchu, gdyż wówczas dojdzie do rozładowania napięcia, które „wisi” w powietrzu. Po wybuchu najczęściej ma miejsce „faza miodowego miesiąca”. Wówczas są kwiaty, obietnice, że to był ostatni raz. Ofiara chce w to wierzyć, i tłumaczy sobie, że przecież sprawca potrafi być czuły, opiekuńczy. Utwierdza się jednocześnie w przekonaniu, że najprawdopodobniej to rzeczywiście była jej wina, że doszło do awantury. Ponadto towarzyszy jej uczucie, że gdyby nie jej postępowanie, to sprawca byłby stale dla niej tak dobry jak aktualnie. Nic nie tłumaczy przemocy i nie daje przyzwolenia by ją stosować. Tak trudno zmotywować ofiarę do podjęcia działań ochronnych, gdyż zaraz po wybuchu działania pracowników służb społecznych są ukierunkowane na zapewnienie bezpieczeństwa ofierze, jak i niezbędnej pomocy medycznej, po czym pomoc psychologa jest oferowana w momencie kiedy już ma miejsce faza „miodowego miesiąca”. Dlatego tak istotne jest uświadomienie osobom, które doświadczają przemocy, jak działa typowy sprawca. Należy uzmysłowić powtarzalność kolejnych etapów i kolejność. To, że teraz jest dobrze nie znaczy, że za jakiś czas sytuacja się nie powtórzy. Z upływem lat dochodzi do skrócenia fazy narastania napięcia i miodowego miesiąca (ta niemal całkowicie zanika) i coraz częściej dochodzi do wybuchów agresji sprawcy.

Problematyka dotycząca przemocy jest bardzo obszerna. To na co z pewnością należy zwrócić uwagę w tym rozważaniu, to odpowiedź na pytanie, czym jest przemoc. W naszym społeczeństwie dominuje twierdzenie, że przemoc jest ściśle związana ze stosowaniem agresji fizycznej. Czy tylko wówczas mówimy o przemocy? Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że każdy z nas w swym życiu doświadczył bycia zarówno w roli ofiary, świadka jak i sprawcy przemocy. Mówimy o przemocy wówczas gdy działanie jest intencjonalne, ponadto gdy jest ukierunkowane na naruszenie granic cielesnych, psychicznych, czy wolności drugiej osoby. Wyróżniamy wiele rodzajów przemocy. Ta, którą najłatwiej jest udowodnić, to przemoc fizyczna, bo zostawia widoczne ślady.
Jednak nie tylko bijąc drugą osobę możemy przyczyniać się do jej stopniowego niszczenia. Często obserwujemy zjawisko przemocy psychicznej, znacznie trudniejszej do udowodnienia. Sprawca izoluje ofiarę, by móc ją kontrolować, poniżać, ubliżać jej i stosować inne formy przemocy, które zostawiają trwały ślad na jej funkcjonowaniu psychicznym. O przemocy mówimy wówczas, gdy zachowanie sprawcy nie jest jednorazowe, ale się powtarza. Często to proces, który eskaluje i przybiera coraz to bardziej wyrafinowane formy. Oprócz przemocy fizycznej i psychicznej, wyróżniamy również przemoc seksualną, ekonomiczną (kontrolowanie „co do grosza” wydatków partnera, wymuszanie by rozliczał się z każdej wydzielonej złotówki, zabieranie pieniędzy), izolacja społeczna (tu również obmawianie partnera i nakłanianie otoczenia do odsunięcia się od niej/niego, zamykanie w mieszkaniu osoby wbrew jej woli), czy skrajne zaniedbanie (tu również głodzenie).

Należy korzystać z pomocy, którą oferują nam instytucje, ośrodki wsparcia. Pierwszym krokiem jest niezwłocznie wezwanie policji po zdarzeniu. Jeśli miała miejsce przemoc fizyczna, seksualna należy jak najszybciej udać się w takim stanie, w jakim zostawił nas sprawca, do lekarza celem poddania się obdukcji, by zabezpieczyć ślady. Częstym błędem jest, gdy ofiary przemocy bezpośrednio po zdarzeniu biorą kąpiel/prysznic chcąc z siebie zmyć „pozostałości po sprawcy” (najczęściej gdy doszło do gwałtu).
Zarówno policjant jak i pracownik socjalny może założyć nam niebieska kartę, gdzie określamy jakiego rodzaju przemocy doświadczamy i kto jest jej sprawcą. Założenie niebieskiej karty obliguje dzielnicowego do składania nam regularnych wizyt celem sprawdzenia czy nie dzieje nam się krzywda. Ponadto niebieska karta może być uznana za dowód w sprawie o  znęcanie się. Pamiętajmy, że każda forma przemocy jest przestępstwem. Jeśli jej doświadczamy, powinniśmy złożyć zawiadomienie do prokuratury. Zyskamy siły niezbędne do przeciwstawienia się przemocy biorąc udział w terapii indywidualnej czy grupowej prowadzonej przez specjalistów w ośrodkach wsparcia dla ofiar przemocy.
Często zastanawiamy się, co powinni zrobić najbliżsi osoby uzależnionej, tak by wspomóc ją w niepiciu. Chcąc wpłynąć na zaprzestanie picia przez osobę uzależnioną stosujemy groźby – mówimy, co się stanie, jeśli osoba nie przestanie pić. Problem w tym, że naszych obietnic zazwyczaj nie spełniamy. Czy motywującym jest dla alkoholika sygnał, że jeśli nie podejmie leczenia to małżonek/małżonka odejdzie z dziećmi i go zostawi? Co jeśli groźba ta jest stosowana od lat, a dotychczas ilekroć osoba zdobyła się na działanie i wyprowadziła się, to niedługo potem wracała? Najczęściej ofiary grożą, a za słowami nie stoi żadne działanie. Pamiętajmy, że istotnym jest stosowanie tylko takich ultimatum, które jesteśmy w stanie spełnić. Nie rzucajmy słów na wiatr, gdyż takie zachowanie tylko utwierdza alkoholika w przekonaniu, że nie musi się zmieniać, że nasze groźby to tylko słowa, za którymi nic nie stoi.

Ponadto często nie zdajemy sobie sprawy, że pozornie działając na rzecz osoby uzależnionej, tylko pomagamy jej w kontynuacji picia. Dla każdej osoby uzależnionej walka z nałogiem to długi i trudny proces. Organizm domaga się substancji. Będąc na głodzie, towarzyszy mu wiele trudnych do zniesienia objawów odstawiennych. By uniknąć przykrych doznań, wielu z rozpoczynających leczenie go nie kończy, gdyż nie są dość silni psychicznie i wystarczająco zmotywowani. Czy w nabyciu świadomości o własnym uzależnieniu pomaga nam sytuacja jeśli na osobiście nie odczuwamy konsekwencji naszego picia? Jeśli żona za każdym razem, gdy mąż przyjdzie nietrzeźwy do domu, kładzie go spać do czystego łóżka, sprząta po nim, tłumaczy następnego dnia jego nieobecność w pracy, to czy pomaga mu przestać pić? Wówczas on nie ma szans odczuć konsekwencji własnego picia, nie doświadcza rzeczywistości takiej jaka jest, a działania bliskich tylko podbudowują już i tak silny mechanizm iluzji i zaprzeczeń, którym posługuje się na co dzień osoba uzależniona. Przecież, jak chce, to w każdej chwili może przestać pić, kontroluje ilość wypijanego alkoholu - a czy tak jest w rzeczywistości? Wiemy, że nie. Ale jak to wytłumaczyć osobie chorej, która nie ma świadomości choroby? - słownie nie jesteśmy w stanie jej wytłumaczyć. By zrozumieć, musi na własnej skórze doświadczyć konsekwencji własnego picia. Jeśli osoba wytrzeźwieje w takim stanie, w jakim wróciła do domu, istnieje większe prawdopodobieństwo, że zrozumie, że najwyższy czas skorzystać z pomocy specjalistów, bo sama nie da sobie rady. Zwiększamy prawdopodobieństwo, że dobrowolnie uda się na leczenie.
Kontrolując osobę, zabierając jej alkohol, wylewając go, chowając pieniądze by nie miała za co go kupić itp. pozbawiamy osobę możliwości samostanowienia o sobie. Nie patrzymy na to z tej strony, gdyż mamy dobre intencje, ale nasze działania to nic innego jak przemoc ekonomiczna i odbieranie wolności. Do czego te działania prowadzą? Czy przynoszą zamierzony skutek i pomagają osobie wyjść z uzależnienia? Uczą alkoholika pić tak, abyśmy nie odkryli kiedy i ile wypija. Jeśli będzie chciał, to znajdzie sposób za naszymi plecami. Aby osoba chciała podjąć leczenie, najpierw musi stwierdzić, że ma problem. By móc to stwierdzić, musi doświadczyć bezpośrednio konsekwencji choroby alkoholowej.
Jeśli osoba z własnej woli nie chce uczestniczyć w procesie leczenia to jako osoby doświadczające choroby osoby uzależnionej powinniśmy zgłosić osobę na leczenie bez jej zgody, wypełniając wniosek w instytucji gdzie mieści się komisja do spraw rozwiązywania problemów alkoholowych.
Nie tylko osoby nadużywające alkoholu potrzebują wsparcia specjalistów, zajmujących się prowadzeniem terapii uzależnień. Osoby bezpośrednio doświadczające choroby alkoholowej członka rodziny również potrzebują wsparcia, gdyż niejednokrotnie przejawiają symptomy współuzależnienia, a swym zachowaniem przyczyniają się do pogłębiania się jego choroby alkoholowej. Obecność choroby alkoholowej w domu ma w wysokim stopniu negatywny wpływ na rozwój dzieci, na kształtowanie ich spojrzenia na role ojca, matki, szacunku wobec partnera, umiejętności radzenia sobie ze stresem i form odreagowania sytuacji trudnych. W przyszłości znacznie wcześniej i częściej sięgają po alkohol. Ponadto w życiu dorosłym niejednokrotnie na partnerów wybierają sobie osoby, które nadużywają alkoholu.
Nie bez powodu przedstawiłam w tym rozważaniu położenie każdego z członków rodziny doświadczającej choroby alkoholowej. Celem było pokazanie, że każda osoba uwikłana w tą trudną sytuację, wymaga wsparcia. Ponadto, że mimo dobrych intencji, naszym zachowaniem niejednokrotnie nie pomagamy osobie uzależnionej wyjść z nałogu, ale wręcz przeciwnie, często nieświadomie utrudniamy alkoholikowi zrozumienie, że jest chory i powinien zacząć się leczyć. Tematyka dotycząca przemocy jest ściśle powiązana z uzależnieniem od alkoholu. Nie znaczy to że choroba alkoholowa zawsze łączy się ze stosowaniem przemocy, jednakże bardzo często te dwa czynniki idą w parze. Informacje dotyczące stosownych działań wobec zjawiska przemocy zamieściłam by zmotywować osoby które jej doświadczają do aktywnej obrony.

Barbara Krzyślak
psycholog

Polityka prywatności|Regulamin