Choroba i lans celebrytek

Kasia Klich rozważa skok z balkonu. Jolanta Fraszyńska nie potrafi radować się drobiazgami. O swojej chorobie otwarcie mówią Kora Jackowska, Kayah czy Danuta Stenka. Polki coraz częściej nie robią tajemnicy z faktu, że mają depresję. Niektóre wskazują nawet, że robią to celowo, bo o chorobie mówi się zbyt mało. Inne są oskarżane o to, że z depresji uczyniły sobie reklamową trampolinę.

Jolanta Fraszyńska, która sama przeszła terapię, została Ambasadorem Ogólnopolskiej Kampanii Społecznej Forum Przeciw Depresji.
- W Polsce, w porównaniu z innymi krajami europejskimi, depresja jest problemem szczególnie istotnym. Choroba ta jest u nas tematem tabu. Wiele osób uważa ją za objaw po prostu złego humoru. Tymczasem depresja nie minie sama. Szacuje się, że na depresję może cierpieć nawet 20 proc. Polaków, z czego terapię podejmuje bardzo niewiele osób. Ludzie nie uznają depresji za chorobę, wstydzą się zwrócić o pomoc – opowiada.

Dlaczego tak często słyszymy o chorobach celebrytek? Powody są dwa. Po pierwsze, żyją one w dużym stresie, a ich tempo życiowe jest bardzo duże. Dlatego, jeśli następuje atak, to jest on bardziej dotkliwy. Drugi powód jest bardziej prozaiczny. Po prostu naszą większą uwagę przyciągają perypetie gwiazd, a pomagają nam w tym tabloidy.
Że życie aktorki usłane różami nie jest przekonuje nas opowieść Edyty Olszówki, która depresję odczuwała w trakcie lekkiego przecież filmu „Lejdis”.
- Z natury jestem typem autodestrukcyjnym. Zabijam siebie, źle o sobie myśląc. Na planie uważałam, że jestem beznadziejna. Bo im bardziej mnie chwalą, tym bardziej podejrzewam, że to spisek – zwierza się aktorka, która miewa napady różnego rodzaju. Cztery lata temu zaatakowała w samolocie stewardesę, kiedy ta odmówiła jej podania kolejnej porcji alkoholu.

Z kolei Kayah przeszła depresję poporodową. Choroba trwała pół roku. - W ciąży strasznie przytyłam, nagle urosłam o 30 kilo. Myślałam, że jak urodzę, to mi to jakoś pójdzie precz, ale, niestety, nie. Akurat wtedy nastąpił największy boom w mojej karierze, czas Bregovicia. Nie czułam się ze swoją tuszą dobrze i sama świadomość, że występuję w takim stanie przed pięciotysięczną publicznością, była strasznie deprymująca. Czułam się kluchą – wspomina wokalistka.
Perypetiami jej koleżanki ze sceny, Kasi Klich, żyła swego czasu cała Polska. Piosenkarka otwarcie wyznała na blogu, że myśli o samobójstwie, a od lat boryka się z chorobą i przyjmuje leki.
- Jestem w tak głębokiej depresji, że stojąc dziś na balkonie zaczęłam rozważać zakończenie całej tej gehenny – napisała w internetowym pamiętniku, a przez Polskę przetoczyła się dyskusja o jej chorobie.
Jej wyznanie nie było zresztą wszędzie przyjmowane dobrze. Niektóre plotkarskie pisma zastanawiały się, czy to nie nowy sposób lansowania się lub czy to nie czasem reakcja na niedocenianie przez polski rynek muzyczny.
Wokalistka wyjaśniała jednak, że z depresją zmagają się oboje – ona i jej partner, Yaro. Wpis zdarzył się w chwili, kiedy odstawiła środki farmakologiczne. - Jestem dosyć inteligentnym człowiekiem i mogłabym wymyślić inne rzeczy – odpowiada na zarzut lansowania się.
O to samo podejrzewano piosenkarkę Kasię Kowalską, której opowieść o depresji zbiegła się z premierą jej albumu.

Zdecydowanie życzliwiej przyjęto wyznania raczej nie opowiadającej o swoim życiu wspomnianej już na początku Jolanty Fraszyńskiej. Zdarzyło się jej nawet zemdleć na spektaklu.
- Któregoś dnia obudziłam się z silnymi zawrotami głowy. Czułam, że jestem w martwym punkcie, nie satysfakcjonującym mnie miejscu. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego nie potrafię cieszyć się drobiazgami – opowiadała w jednym z wywiadów aktorka.
Aktorka zdecydowała się na tzw. ustawienia rodzinne u kontrowersyjnego niemieckiego psychoterapeuty Berta Hellingera. Dzięki tej formie psychoterapii uporządkowała sprawy rodzinne, które spędzały jej sen z powiek. Wcześniej było ciężko.
- Nasza dusza, intuicja doskonale wie, czego potrzebujemy. Jeżeli to zagłuszamy i udajemy, że wszystko jest dobrze, choć codziennie rano kłócimy się z podszeptami intuicji, ciało zaczyna się buntować. Gdy dobijamy do punktu granicznego i nic nie próbujemy zmienić, organizm zaczyna chorować. Pojawiają się depresje, lęki i inne dolegliwości. Tak bywa, gdy żyjemy w niezgodzie ze sobą, swoimi pragnieniami. Ja nabawiłam się nerwicy lękowej – opowiada Fraszyńska.

Do problemów z depresją przyznają się także Kora Jackowska i jej życiowy partner, Kamil Sipowicz. Powiedzieli o tym pierwsi. - Żeby ludzie przestali się wstydzić. Bo Polacy wstydzą się depresji – wyjaśniają.
Sama Kora, która miała bardzo ciężkie, spędzone w zakonnym domu dziecka dzieciństwo dodaje. - Teraz czuję się w miarę dobrze i nawet łagodnie „wchodzę” w zimę. Jedyne, co mi szkodzi, to kontakt z ludźmi, którzy nie potrafią pozbyć się swojej małości. Zrezygnowałam też z używek, bo są fajne, ale na 5 minut. Mam na myśli papierosy i... inne substancje – zwierza się w jednym z wywiadów.

Choć całkiem możliwe, że tabloidy na opowieść kolejnej celebrytki o jej depresji są podejrzliwe, ale faktem jest, że to choroba dotykająca mocno polskie środowisko artystyczne.
- Gwiazdy też bywają nieszczęśliwe, mają depresje, stany załamania – przyznaje aktorka Grażyna Szapołowska. - Cierpię na bezsenność, potrafię nie spać tygodniami. Leczyłam to długo i bezskutecznie, może to mój rodzaj depresji? Człowiekowi choremu na depresję nie wystarczy powiedzieć „weź się w garść, otrząśnij”. To może nawet na chwilę pomaga, ale zwykle stoi za tym jakiś problem, którym trzeba się zająć by skutecznie zwyciężyć depresję – potwierdza Izabela Trojanowska.

Na zdjęciach kolejno: Kasia Klich, Kayah, Jolanta Fraszyńska i Kora Jackowska.

Jarosław Hejenkowski, Marta Ogórkowska

Polityka prywatności|Regulamin