Dołek sportowca

Nie ma podziału na dyscypliny. Dotyka piłkarzy, kolarzy, żużlowców a nawet skoczków narciarskich. Depresja jest coraz poważniejszym problemem światowego sportu, bo powoduje nie tylko załamie się wielu obiecujących karier, ale także śmierć zawodników.

Statystyki pokazują, że przynajmniej połowa samobójców cierpiała na depresję. Osoby chore na depresję dwadzieścia razy częściej podejmują próby targnięcia się na własne życie niż przeciętny człowiek.
Dotąd zjawisko to w sporcie było traktowane bardzo marginalnie, a zmienił to dopiero ubiegły rok i kryzys w niemieckim futbolu. Wiele mówi się o narodzie niemieckim, jako twardym, konsekwentnym i pozbawionym jakichkolwiek kompleksów. Przecież to o nich Anglik Gary Lineker powiedział, że „futbol to taka dyscyplina, gdzie gra 22 piłkarzy, a na koniec i tak wygrywają Niemcy” mając na myśli ich żelazną dyscyplinę i wielką odporność.
Okazuje się, że to prawda niekompletna, a przeraźliwie uświadomiło to Niemcom samobójstwo ich reprezentacyjnego bramkarza, Roberta Enke, który rzucił się pod pociąg. Stało się to trzy lata po śmierci jego córeczki Lary. Dziewczynka miała wrodzoną wadę serca. Były zawodnik Fenerbahce Stambuł i Barcelony miał bronić na tegorocznych mistrzostwach świata w RPA. Jednak borykał się z depresją.
- Miał ogromne problemy. Raz był bardzo zdołowany, nie miał ochoty do życia. Innym razem był pełen nadziei. To były sprawy, które ukrywaliśmy. Robert chciał zapaść się pod ziemię, uwolnić od wszelkich niepokojów. Bał się, że straci wszystko. Śmierć córeczki nas przytłoczyła. Myśleliśmy, że dzięki miłości w naszej rodzinie przezwyciężymy wszystko. Ale nie przezwyciężyliśmy – przyznała po śmierci jego żona, Teresa Enke.
Mowa o silnym narodzie, twardych mężczyznach jest bardzo krzywdzącym stereotypem, którego ofiarą padł ów bramkarz. Sprostanie wizerunkowi „silnego”, „twardego” odbierało jemu możliwość prawidłowego przebiegu żałoby po śmierci córeczki, w tym etapu rozpaczy… Silny mężczyzna nie powinien płakać, powinien maskować emocje, ale to, że się ich nie pokazuje, nie oznacza, że ich nie przeżywa. Gdyby kulturowo było większe przyzwolenie na męskie łzy, męską depresję, z pewnością wielu wspaniałych ludzi nie popełniłoby samobójstwa.

Jego kolega z boiska zrezygnował z futbolu zanim doszło do najgorszego. Młoda gwiazda niemieckiej piłki, Sebastian Deisler zakończył karierę w wieku, kiedy ona dopiero tak naprawdę rozkwita. - Toczyłem ze sobą nieustanną wojnę. Ale na koniec czułem w sobie jedynie pustkę i zmęczenie. Więc postanowiłem z tym skończyć. Zacząłem się czuć nieszczęśliwy, kiedy za wszelką cenę starałem się sprawić radość innym. Byłem jak smutny klaun – przyznaje gwiazda Bayernu Monachium, która wcześniej leczyła się w klinice psychiatrycznej.
Wylądował w niej także inny niemiecki sportowiec, skoczek Sven Hannawald, który jako jedyny w historii wygrał wszystkie cztery zawody w Turnieju Czterech Skoczni. Ale zakończył karierę w 2005 roku, choć mógł być najlepszy i całkiem możliwe, że to o nim, a nie Simonie Ammanie mówiono by po olimpiadzie w Kanadzie.
- W początkowych etapach mojej choroby myślałem o samobójstwie. Przypadek Enkego pokazuje, jak może zakończyć się depresja. Problem w tym, że nie jest prosto stwierdzić samemu, czy to już jest choroba, czy jeszcze tylko zły nastrój. Depresja była alarmem dla mojego ciała. Mówiła, że muszę coś zmienić. Kiedy jednak sportowcy postanowią zakończyć karierę, pojawia się poczucie pustki. Wtedy bardzo ważna jest rodzina. Co robić? Kiedy pojawiają się pierwsze sygnały, że coś nie gra, należy skontaktować się lekarzem. I słuchać go, nawet jeśli to rzutuje na naszej karierze czy sławie - tłumaczy Hannawald, który przyznaje, że wizyta w klinice miała miejsce w ostatnim momencie, kiedy ktoś był jeszcze w stanie mu pomóc.

O wielu, którzy mogli stać się gwiazdami, nie pamiętają już jednak nawet znawcy sportu. Gdyby zapytać kogoś o szwedzkiego piłkarza Martina Bengtssona, wątpliwe, aby ktoś pamiętał jego występy w Interze Mediolan.
- Jesteś sam, daleko od domu, doświadczyłeś już pieniędzy i sukcesu. Wtedy możesz stracić równowagę. Oczekiwania rozbijają się na kawałki. Depresja to pierwsze zagrożenie dla młodego piłkarz. System piłki nożnej traktuje cię jak maszynę. Jeśli nie funkcjonujesz na pełnych obrotach, ktoś inny już czeka na twoje miejsce. Ja zrozumiałem, że nie działam tak, jak powinienem i dlatego myślałem o samobójstwie – wspomina piłkarz w książce „W cieniu San Siro” po tym, jak po strzeleniu trzech goli w pięciu meczach uratowała go sprzątaczka, gdy podciął sobie żyły.
U wielu sportowców zauważyć można tzw. „efekt aureoli”. Pcha on w nałogi, powoduje lęki, depresję. Ostatni krok to śmierć samobójcza. - Ludzie znają ich z ekranów telewizorów, ze stadionów. Widzą, że sportowiec to nieskazitelna postać i myślą, że jest taki w każdej sytuacji. Gdy okazuje się, że aureola nie świeci na co dzień, okazuje się, że nie ma dla nich miejsca – mówi psycholog Karol Wódka, który zajmował się m.in. Adamem Małyszem.
- Stres mistrzów powiększa się poprzez dostępność i widoczność ich sfer prywatnych, osobistych - tłumaczy z kolei psycholog Barbara Rossi, która pracowała choćby z trenerem siatkówki Julio Velasco.

Spośród polskich sportowców, samobójstw dokonują najczęściej żużlowcy i piłkarze. Były reprezentant Polski Adam Ledwoń powiesił się z powodu problemów rodzinnych.
- Dzień przed śmiercią zadzwonił do mnie i powiedział takie słowa: Mariola odeszła, idę się wieszać. Nikt jednak nie brał tych słów poważnie - przyznał jego przyjaciel, bramkarz Kazimierz Sidorczuk.
Niedawno powiesił się także 33-letni Sławomir Rutka, były piłkarz Korony Kielce, Widzewa Łódź i Legii Warszawa. Wkrótce miał się rozpocząć proces związany z aferą piłkarską, w którym Rutka był jednym z oskarżonych. - Bardzo się przejmował wyjazdami do Wrocławia – mówił jeden z jego przyjaciół.
W tym roku polski futbol ma już także na koncie ofiarę śmiertelną. Samobójstwo popełnił były piłkarz Górnika Zabrze, Mirosław Staniek. Miał 40 lat. Najwidoczniej wątpliwe reformy, jakie przechodzi polska piłka nożna, powinny obejmować również bardziej kompleksową pomoc psychologiczną.

Czarny okres przeżywał kilka lat temu polski żużel. Życie odebrał sobie niespełna 23-letni jeździec RKM Rybnik. Łukasz Romanek powiesił się w przydomowym garażu. - Chyba za bardzo przejął się krytyką - ocenia jego dawny trener Jan Grabowski.
Przed śmiercią na torze mu nie szło. Kibice nazywali go żużlowym Grzegorzem Rasiakiem.
Kilka lat wcześniej chłopak uczestniczył w makabrycznie wyglądającej kraksie. Uderzył na pełnej szybkości w bandę. Działacze klubowi namawiali, aby porozmawiał z psychologiem, ale podobno nie zgodził się na to ojciec. Po śmierci na stadionie kilkuset kibiców przyszło ze zniczami na stadion. Obok zdjęcia był napis: „Łukasz. Dziękujemy. Przepraszamy. Kibice.” Tu objawia się kolejny problem - opór ludzi wobec szukania fachowej pomocy psychologicznej i psychiatrycznej. Chociaż świadomość naszego społeczeństwa zmieniła się istotnie w przeciągu ostatnich 20 lat, to w niektórych kręgach nadal funkcjonuje mit, że u psychologa i psychiatry pojawiają się sami wariaci. Lęk przed etykietą chorego psychicznie odbiera wielu osobom szanse na normalne życie po pokonaniu choroby. Depresja to choroba jak każda inna, powinno się ją leczyć, tak jak leczymy grypę u lekarza rodzinnego, czy ból próchnicę zębów u dentysty.
To nie jedyne śmierć żużlowca. Wicemistrz Europy juniorów 22-letni Rafał Kurmański powiesił się w pokoju hotelowym w Zielonej Górze, na klamce od drzwi łazienki. Na stoliku znaleziono butelkę wódki i list do narzeczonej, kończący się słowami: „Bardzo Cię kocham i przepraszam za swoje życie". Podobno wcześniej pił i nie stronił od narkotyków.
27-letni Robert Dados odebrać życie usiłował sobie dwa razy. Gdy podciął sobie żyły, uratował go mechanik. Gdy usiłował się powiesić, odcięła go żona. Odszedł po trzeciej próbie, gdy powiesił się w stodole.
Po serii samobójstw oceniano, że żużel nad Wisłą wiąże się ze zbyt duża presją, zawodnicy nie mają kontaktów z psychologami, a emocje rozładowują w innych mocnych wrażeniach – hazardzie, alkoholu i narkotykach. - W Szwecji, Anglii czy Danii żużel to tylko sport, zabawa, teatr. Ale my w Polsce nie umiemy się bawić - ocenia trener Karol Ząbik.

Rok ubiegły był z kolei feralny dla belgijskiego kolarstwa. Z powodu samobójstwa odeszło dwóch znakomitych zawodników.
Dimitri De Fauw popełnił samobójstwo z powodu depresji po wypadku na torze, w którym uczestniczył, a w którym zginął w nim hiszpański zawodnik. – Nic nie wskazywało na to, że coś jest z nim nie tak – opowiada kolega z drużyny.
Z kolei Frank Vandenbroucke miał już próbę samobójczą za sobą. Była spowodowana problemami rodzinnymi. Podciął sobie żyły po tym, jak odeszła od niego żona. Leczył się potem w klinice psychiatrycznej. Kolarz zaczął mieć też problemy z alkoholem. Nie wiadomo, co było przyczyną śmierci.
- Śmierć Franka to tylko częściowe zaskoczenie. Wiedzieliśmy, że chłopak stacza się na dno. Miał wzloty i upadki. Tak zdrowotne, jak i psychiczne – mówił później także kolarz i jego wuj Jean-Luc Vandenbroucke.
W ubiegłym roku śmiercią samobójczą zmarł także były włoski kolarz zawodowy, Luca Gelfi. 42-latka, który od dłuższego czasu cierpiał na depresję, znaleziono na zapleczu jego sklepu ze sprzętem rowerowym. Jak widać sport to nie tylko „samo zdrowie”. To ciężka praca, ogromny stres i niesamowita presja. Sport na najwyższym szczeblu wiąże się z ogromnym obciążeniem dla psychiki sportowca i nie wszyscy są w stanie sobie z tym poradzić w sposób konstruktywny. Alkohol, narkotyki, hazard sporty ekstremalne, adrenalina , ale i popadanie depresję czy próby samobójcze to też metody radzenia sobie ze stresem, niestety metody zagrażające zdrowiu i życiu.

Niektórzy walkę z depresją jednak wygrali. Przyznaje to Gianluigi Buffon, który z piłkarską reprezentacją Włoch zdobył mistrzostwo świata, czy Adriano, który popadł w alkoholizm po śmierci ojca. - Bardzo trudno było mi się z tym pogodzić i popadłem w problemy alkoholowe. Uważałem, że to jedyny dobry sposób na to, by zapomnieć o tym, co mnie spotkało i nie myślałem wtedy o wszystkich obowiązkach, które na mnie spoczywały. Miałem również myśli samobójcze – przyznaje brazylijski napastnik, który odszedł z Interu i w swoim kraju wraca do wielkiej formy. Z depresji można wyjść, można się wyleczyć, można poprzez terapię nauczyć się jak w przyszłości walczyć ze stresem, jak w pełni korzystać ze swojego życia.

Marta Ogórkowska, Jarosław Hejenkowski

Polityka prywatności|Regulamin